Content marketing nie daje wejść na stronę.

Content marketing da mi wejścia na stronę…yyy nie.

„W podziemnym skarbcu rzecz leży dziwna… stara niemodna lampa oliwna…” tak zaczyna się jedna z ulubionych bajek mojej córki. Mowa tu oczywiście o Alladynie, nie ma chyba osoby, która samego imienia młodego biednego chłopaka nie zna, lub nie miała z nim do czynienia w żadnej postaci.

Są opowiadania i baśnie o Alladynie, są filmy i bajki animowane, przedszkola czy żłobki noszą jego nazwę, ale co to ma wspólnego z ówczesnym content marketingiem? Otóż marketing treści to nie jest wymysł naszych czasów, ludzie odkąd wynaleziono pismo starają się za jego pomocą przekazać historię, czy też w jakiś sposób nakłonić nas do wykonania określonych czynności. Nie były to jednak sugestie tupu „wejdź do mojego sklepu i kup jeansy”, jednak zasada nie zmieniła się od wielu wielu lat, została tylko przeniesiona w realia internetowych treści i portali.

Ale co to ma wspólnego z content marketingiem jaki znamy teraz?

Obecnie każdy może być zarówno twórcą, jak i odbiorcą treści serwowanych nam w Internecie. Mamy miliony blogerów, setki portali tematycznych, wielotematycznych, regionalnych, na każdą pogodę itp. Każdy z nas wybiera coś dla siebie, to co go interesuje, czy to czego potrzebuje w swojej pracy. Wszędzie tam gdzie jest jakikolwiek ruch ludzki, zainteresowanie znajduje także marketing.

Zatem mądrzy ludzie wymyślili: „damy możliwość publikacji u siebie, tym którzy nam za to zapłacą”, niby nic nowego przecież gazety robią to od setek lat, jednak Internet nie jest gazetą, nie panujemy nad tym jak zachowają się nasi odbiorcy, którzy o zgrozo mają możliwość interakcji z artykułem – kończy się to bardzo różnie, czasami pozytywnie, jednak w większości przypadków odbiór ten jest negatywny, szczególnie jak próbujemy wbijać na siłę z contentem przygotowanym dla kobiet, na męski portal tematyczny. Jednak o problemach z doborem portalu do publikacji innym razem. Wróćmy do Alladyna…

Sukces Magicznej Lampy

Opowiadanie o Alladynie osiągnęło ogromny sukces na całym świecie, ale dlaczego? Przecież to bajka, której streszczenie (dla dzieci 2 letnich) mieści się kartce A4, prawie jak CM dla dobrego portalu. Zastanówmy się przez chwilę co miał Alladyn, czego zwykle brakuje w naszym content marketingu:

  1. Unikalny content
  2. Różne formy i kanały dystrybucji
  3. Towar (sam w sobie był towarem do nabycia)
  4. Czas

Nie jest to odkrywcze, bo specjaliści od content marketingu przecież wiedzą, że artykuł musi być unikalny, że oprócz artykułu warto dorzucić infografikę, że sam artykuł musi być wartością dla użytkownika, a czas potrzebny na reakcje użytkownika Internetu jest odległy. Ale jednak coś nie wychodzi…

Content marketing nie daje wejść na stronę

Niestety, ale oprócz kilku topowych portali technologicznych i regionalnych, na których użytkownicy są na tyle zaangażowani by kliknąć w link zawarty w artykule (ciekawość), cała reszta nie da Wam praktycznie żadnych wejść na stronę.

Żeby uświadomić Wam jaka to skala, screen z uwielbianej przez wszystkie agencje platformy whitepress i analogicznie screen z analytics dla odesłań z tej strony.

Statystyki artykułu platforma whitepress
Statystyki artykułu platforma whitepress

 

Odesłania z artykułu analytics
Odesłania z artykułu analytics

Zapewne zaraz ktoś powie, a bo to pewno artykuł za 200zł, uwierzcie mi na słowo nie ma różnicy między artykułami za 1,5k zł, a tymi tańszymi.

Dlaczego jednak o tym napisałem, sama idea content marketingu jest zupełnie inna (o czym wielokrotnie piszę Whitepress tutaj), ma zbudować wizerunek naszej marki, dać możliwość interakcji z naszą marką jak np. http://antyweb.pl/na-rynek-wkracza-kantor-internetowy-grupy-raiffeisen-rkantor-com/ czy też utwierdzać naszych użytkowników w tym, że jesteśmy liderem / ekspertem na rynku. Wejścia na naszą stronę i późniejsze konwersje pojawią się z czasem i dzięki korelacji różnych kanałów, a nie tylko samego content marketingu.

Gdzie leży zatem problem, skoro rozumiemy idee content marketingu, otóż my może ją rozumiemy. Nie rozumieją jej właściciele sklepów internetowych, przedsiębiorstw, czy też nawet sami blogerzy. Właściciel zwykle słyszy od agencji „kupi Pan dwa cm i będzie wow”, niestety nie będzie – dla właściciela wow jest wtedy jak może pochwalić się kolegom: „zobacz pisała o nas Wirtualna Polska”, albo „Taak… z tego artykułu mieliśmy 100 zamówień”, pierwsze jest problemem bo zabija budżet marketingowy, drugie jest problemem, który widać na screenach powyżej. W efekcie ani właściciel, ani agencja nie jest zadowolona.

Zadowolony jest natomiast wydawca, w końcu dostał pieniądze.

Alladynie… gdzie ten dżin?

Dżin może i jest dobry, ale do zatarcia smutków, lub jak rzekł Karol Dziedzic: „na 90% Twoich problemów odpowie Google, na te 10% wystarczy wódka”. Zatem dżina nie uświadczymy bez:

  • przemyślanej strategii content marketingowej
  • świadomości, że artykuły nie przyniosą bezpośredniego ruchu na naszą stronę
  • odpowiednich budżetów
  • odpowiedniego contentu, produktu lub pomysłu
  • cierpliwości żeby to wszystko zaczęło działać

Może chociaż lampa?

Tak… Zawsze musi coś zostać dla nas, zatem większość artykułów content marketingowych zawiera link, link ten zawsze pomaga w procesie pozycjonowania naszej strony. Więc nawet bez Alladyna i Dżina możemy zadowolić się chociaż odnośnikami do naszej strony, które to kiedyś Google zauważy. Jednak w przypadku wielu właścicieli małych sklepów czy portali, którzy ostatni budżet rzucą na ten jeden artykuł w cm, czy to trochę nie za drogo te kilkaset złotych za linka?

Chyba nie taki biedny ten Alladyn, jak go opisują…